wtorek, 16 maja 2017

Mark Dyer - opiekun i przyjaciel

"Miał na niego duży wpływ" - mówią osoby z otoczenia księcia, kiedy mają na myśli Marka Dyera, który niewątpliwie jest nie tylko przyjacielem Harry'ego, ale przede wszystkim jego największym wsparciem.

Embed from Getty Images

Mark Dyer pracował dla księcia Karola jako koniuszy, jednak kiedy William i Harry wkraczali w wiek nastoletni, książę mianował go opiekunem synów, miał być takim męskim odpowiednikiem Tiggy. Chłopcy dorastali, mieli inne zainteresowania, już nie potrzebowali niani, która pocieszy ich po upadku na rowerze. Potrzebowali kogoś, kto tak jak oni, będzie interesował się sportem, wojskiem, doradzi w sprawach miłosnych. Mark właśnie taki był - był ich przyjacielem i opiekunem w jednym. Był świetnym żołnierzem, to on zapoznał ich z wojskiem, czołgami i pokazał w jakim kierunku mają iść.

Embed from Getty Images
Marko - jak mówią o nim znajomi, jest bardzo prostolinijnym , spokojnym człowiekiem. Chłopcy, szczególnie Harry zawsze mogli na niego liczyć, był on tym, który łagodził wszelkie konflikty. Często to do niego w pierwszej kolejności przychodził Harry, kiedy nabroił, miał jakiś problem. Wiedział, że Mark zawsze go zrozumie i w przeciwieństwie do ojca, nie będzie krzyczał tylko będzie próbował znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Udał się z nim do ośrodka odwykowego, odpędzał namolnych dziennikarzy podczas Gap Year.

Ale także był jego powiernikiem w sprawach miłosnych, to on organizował tajne wycieczki po Afryce, kiedy Harry spotykał się z Chelsy, pomagał w kontaktach z Cressidą, kiedy Harry przebywał w Afganistanie. Teraz, wspiera go podczas związku z Meghan, ostatnio sprzedał kilka swoich lokali w Londynie, w których Harry i Meghan się spotykali. W najbliższym czasie chce odpocząć, poświęcić więcej czasu żonie i synowi (którego ojcem chrzestnym jest Harry).
Embed from Getty Images

"Mark był nieoceniony, zrobił niesamowitą pracę, aby ukształtować chłopców na ludzi, którymi dziś są, poprzez dojrzewanie, aż do pokazania im świata, w szczególności Afryki" - pisała Penny Junor w swojej książce. I tak właśnie było w 1997 roku pierwszy raz zabrał Harry'ego na safari w Botswanie (KLIK). Pokazał księciu Lesotho, zapoznał z księciem Seeiso, można powiedzieć, że to on był głównym inicjatorem Sentebale, ponieważ dzięki niemu Harry tak naprawdę zobaczył, poznał i pokochał Afrykę. To on przekonał Karola, że założenie fundacji w wieku 22 lat nie jest skokiem na głęboką wodę, ale przemyślaną decyzją. 


Łączy ich bardzo wiele, od podobnego koloru włosów, poprzez wojsko, aż po działalność charytatywną i miłość do Afryki. Dobrze, że Harry ma kogoś takiego obok siebie, kogoś kto zamiast być surowym ojcem, będzie przyjacielem, mentorem. Zawsze stał za plecami Harry'ego i jestem pewna, że nadal będzie to robić, będzie go wspierać, bo tego wsparcia on ciągle najbardziej potrzebuje.

4 komentarze:

  1. To smutne. Wynika z tego, że był on większym wsparciem i autorytetem dla Harry'ego niż ojciec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie on pierwszy ;) Rodziców się nie wybiera, ale ważne, że miał kogoś komu mógł w 100% zaufać.

      Usuń
    2. Podobni ten sam nos oczy, Po mojemu to on jest jego prawdziwym ojcem

      Usuń
  2. Kto wie, może z Meg był, żeby ona nic nie narobiła z media, a siadziała w samochodzie)))

    OdpowiedzUsuń

Dodając komentarz, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych, które w nim zawarłeś. Dane przetwarzane są wyłącznie w celu opublikowania komentarza na blogu jak również w celach statystycznych.

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.